Dlaczego logorytmika może obyć się bez muzyki
Krótka scenka z sali – kiedy głośnik się psuje
Grupa już stoi w kole, dzieci czekają, a z głośnika zamiast wesołej piosenki słychać tylko trzaski. Jedno dziecko zaczyna się kręcić z nudów, drugie pyta, gdzie muzyka, trzecie zakrywa uszy przed szumem. Prowadzący ma dwie opcje: odwołać zajęcia albo zamienić salę w instrument, a dzieci – w orkiestrę złożoną z głosów i ciał.
To dokładnie ten moment, w którym wychodzi, z czego tak naprawdę składa się logorytmika. Nie z perfekcyjnej playlisty ani zestawu instrumentów, ale z relacji między ruchem, rytmem i mową. Muzyka z głośnika to tylko wygodne tło. Gdy ją odejmiemy, zostaje esencja: puls kroków, tempo oddechu, brzmienie głosu i uważność na dziecko.
Logorytmika bez muzyki brzmi na pierwszy rzut oka jak półśrodek. W praktyce często okazuje się pełniejsza, spokojniejsza i lepiej dopasowana do realnych możliwości dzieci. Można ją prowadzić w przedszkolu, w gabinecie, w domu, a nawet na korytarzu – bez szukania kabli, bez problemów technicznych i bez hałasu, który przykrywa cichsze dzieci.
„Logorytmika koncertowa” a „logorytmika codzienna”
W wielu placówkach funkcjonują dwa nieformalne style pracy: można je nazwać roboczo „logorytmiką koncertową” i „logorytmiką codzienną”.
Logorytmika koncertowa to zajęcia z nagłośnieniem, gotowymi podkładami, często z wykorzystaniem różnych instrumentów i rekwizytów. Sprawdza się przy uroczystościach, pokazach dla rodziców, gdy potrzebne jest „wow” i większa dynamika. Dzieci poruszają się do muzyki, uczą się układów, a dorosły pilnuje, by wszystko zgrało się z podkładem.
Logorytmika codzienna to z kolei wszystkie krótkie zabawy ruchowo-słowne, które da się wpleść między posiłkami, w szatni, w małym gabinecie czy w domu między jednym a drugim klockiem. Bez głośników, bez przesuwania stołów, często w obuwiu zmiennym albo skarpetkach. Tu liczy się prostota i możliwość natychmiastowego użycia.
Oba style się uzupełniają, ale to właśnie ta „codzienna” logorytmika – tylko z głosem i ciałem – najczęściej:
- buduje nawyki rytmiczne (puls, oddech, kolejność ruchów),
- wspiera mowę w naturalnych sytuacjach, a nie tylko na scenie,
- jest dostępna także dla dzieci, które źle znoszą głośną muzykę lub duże grupy.
Co daje ograniczenie do głosu i ciała
Gdy świadomie rezygnujesz z nagrań i instrumentów, zmienia się kilka kluczowych rzeczy:
1. Rośnie uważność na dziecko. Bez muzyki tła słychać każdy oddech, każde „mmm”, każdy fragment niedomówionej sylaby. Łatwiej wychwycić, czy dziecko rzeczywiście powtarza rytm, czy tylko udaje, machając ręką byle jak. W ćwiczeniach bez nagłośnienia widać wyraźniej, kto przyspiesza, kto się spóźnia, kto się wyłącza.
2. Prostota ułatwia regulację. Dzieci z nadwrażliwością słuchową, autyzmem, ADHD czy opóźnionym rozwojem mowy często gubią się w głośnej, bogatej muzyce. Głos dorosłego i przewidywalne dźwięki ciała (klaskanie, tupanie) są dla nich mniej przytłaczające. Można precyzyjnie dawkować bodźce: zwalniać, ściszać, robić pauzy.
3. Głos staje się głównym narzędziem terapeutycznym. Praca bez muzyki zmusza dorosłego do świadomego używania tempa, akcentów, melodii wypowiedzi. Dziecko uczy się brać rytm nie z nagrania, ale bezpośrednio z ludzkiego głosu – to później bardzo wspiera dialog, rozmowę, zabawy słowne.
Dla kogo logorytmika bez muzyki jest szczególnie dobra
Nie wszystkie dzieci jednakowo korzystają z głośnych piosenek i bogatych podkładów. Forma oparta na głosie i ciele bywa szczególnie przyjazna dla:
- dzieci nadwrażliwych na bodźce dźwiękowe – mniej hałasu, mniej niespodziewanych dźwięków, większe poczucie bezpieczeństwa;
- maluchów 2–3-letnich – u nich i tak najważniejszy jest prosty ruch, kontakt z dorosłym i naśladowanie, a nie bogate aranżacje muzyczne;
- dzieci z opóźnionym rozwojem mowy – głos prowadzącego staje się głównym modelem; łatwiej dopasować tempo i głośność indywidualnie;
- małych grup i zajęć indywidualnych – tam relacja 1:1 lub 1:4 dużo lepiej „niesie” ćwiczenia bez tła muzycznego;
- dzieci wycofanych, nieśmiałych – brak odgórnego „dyktatu” muzyki ułatwia dołączanie w swoim tempie.
Im mniej gadżetów, tym więcej treści
Wielu prowadzących zauważa po czasie, że im mniej sprzętu, tym wyraźniej widać, co dziecku naprawdę pomaga. W prostym marszu bez podkładu łatwiej ocenić tempo ruchu i mowy. Przy zabawie echo bez instrumentów od razu słychać, które sylaby wypadają. Rezygnacja z gadżetów nie oznacza uboższych zajęć – raczej odsłania ich sens.
Logorytmika bez muzyki bywa więc nie planem B na „zepsuty głośnik”, tylko świadomym wyborem, gdy celem jest praca nad rytmem mowy, koordynacją i regulacją emocji, a nie efekt sceniczny.
Fundamenty – jak głos i ciało zastępują instrumenty
Rytm w ciele – od kroków po klaskanie
Zanim pojawiły się bębny i pianina, ludzie robili rytm ciałem. W logorytmice bez muzyki korzysta się dokładnie z tych samych, bardzo prostych „instrumentów”: krok, klaśnięcie, tupnięcie, pstryknięcie, uderzenie w uda czy klatkę piersiową.
Najczęściej wykorzystywane „naturalne instrumenty”:
- krok – marsz, trucht, chodzenie na palcach i piętach; świetna baza do utrzymywania stałego pulsu,
- tupnięcie – mocny, wyraźny akcent rytmiczny; dobra kotwica dla przeciążonych grup,
- klaskanie – łatwe, widoczne, wprowadza dzieci w pracę obu półkul (naprzemienność rąk),
- uderzenia w uda i kolana – miękki, mniej hałaśliwy dźwięk, przydatny tam, gdzie sala mocno niesie,
- uderzenia w klatkę piersiową (delikatne!) – bardziej „wewnętrzny” rytm, dobrze łączy się z pracą z oddechem,
- pstrykanie, pocieranie dłoni – cichsze dźwięki do ćwiczeń koncentracji i różnicowania głośno–cicho.
Z tych kilku elementów da się zbudować bardzo rozbudowany repertuar zabaw logorytmicznych. Najważniejsza jest powtarzalność i przewidywalność: dziecko musi poczuć, że kroki „idą równo”, a klaśnięcie wraca co raz czy dwa takty. Tylko wtedy można dołożyć słowo.
Głos jako perkusja – sylaby, szumy, onomatopeje
Jeśli ciało daje rytm, głos może być i melodią, i perkusją. W logorytmice bez muzyki niezwykle przydatne są wszelkie krótkie, łatwe do powtarzania dźwięki:
- sylaby: pa–pa, ta–ta–ta, ma–pa–ta, ku–ku, la–la, bam–bam;
- onomatopeje: bum, tik-tak, kap-kap, buch, pyk, szuu, hop;
- szumy i przedłużone głoski: sss, szszsz, fff, mmm, brummm;
- zawołania: hej, hop, raz, dwa, stop, już.
Świetnie sprawdza się łączenie konkretnego ruchu z konkretnym dźwiękiem, np.:
- klaśnięcie + „pa”,
- tupnięcie + „bum”,
- uderzenie w uda + „ta”,
- wdech nosem + wydech z „sss”.
Głos nie musi od razu nieść pełnego tekstu. U wielu dzieci – zwłaszcza z trudnościami w mówieniu – łatwiej ruszyć od prostych sylab i szumów niż od całej rymowanki. Dźwięki można wydłużać, skracać, zmieniać głośność, tak jak w muzyce, ale w pełni pod kontrolą prowadzącego.
Poziomy trudności rytmu – od pulsu po naprzemienność
By nie zgubić dzieci po drodze, przydatne jest myślenie o rytmie w kilku prostych poziomach trudności:
| Poziom | Opis | Przykład ćwiczenia |
|---|---|---|
| 1. Stały puls | Powtarzające się, równe uderzenia lub kroki. | Marsz w kole: krok–krok–krok–krok, bez dodatkowych wzorów. |
| 2. Prosty wzór | Krótka sekwencja powtarzana wielokrotnie. | Klaśnij–tupnij–klaśnij–tupnij, w kółko. |
| 3. Naprzemienność | Zmiana: cicho–głośno, szybko–wolno, prawa–lewa. | Raz cicho klaszczemy, raz głośno; prawa–lewa ręka na zmianę. |
Prosta zasada: najpierw ruch w stałym pulsie, potem dokładanie prostego wzoru rytmicznego, a na końcu dopiero słowo lub rymowanka. U wielu dzieci prowadzący mimowolnie robi odwrotnie: zaczyna od piosenki, a dopiero potem próbuje do niej dołożyć ruch – to naturalnie kończy się chaosem.
Najpierw ruch, potem słowo – dlaczego kolejność ma znaczenie
Organizm dziecka musi „złapać” rytm ciałem, zanim zacznie przenosić go na mowę. Jeśli od razu dorzucimy tekst, większość uwagi idzie na zapamiętanie słów, a nie na równe tempo. Dziecko albo mówi, albo macha rękami – rzadko robi obie rzeczy dobrze jednocześnie, jeśli nie ma solidnej bazy ruchowej.
Praktyczny schemat:
- Wprowadź sam ruch (np. marsz, klaśnięcia) w stałym tempie.
- Dodaj prosty rytm (np. co czwarty krok tupnięcie, co drugie klaśnięcie).
- Wprowadź jedną sylabę na każdy akcent (np. „pa”, „ta”).
- Dopiero gdy grupa dobrze to trzyma, dodaj krótką rymowankę.
Im młodsze dzieci lub im większe trudności rozwojowe, tym dłużej warto zostać na wcześniejszych etapach. Dla pięciolatka z dobrą koordynacją to mogą być trzy powtórzenia; dla trzylatka z opóźnionym rozwojem mowy – kilka spotkań.
„Byle tupnięcie” jako pierwszy trening koordynacji
Dorosły, który patrzy z boku, widzi często tylko „byle tupnięcie” czy „byle klaśnięcie”. Tymczasem w tle dzieje się sporo rzeczy naraz:
- układ nerwowy musi zsynchronizować ruch obu nóg lub obu rąk,
- ucho musi wychwycić, kiedy przypada klaśnięcie,
- dziecko musi zahamować inne odruchy (bieganie, skakanie, gadanie bez przerwy),
- oddech musi „dogonić” tempo ruchu.
Jeśli w tym wszystkim jeszcze dochodzi tekst piosenki z nagrania, szum sali i obrazki na ścianach, łatwo o przeciążenie. Gdy ograniczamy się do prostego ruchu i głosu prowadzącego, dziecko dostaje czysty, czytelny trening koordynacji – dokładnie tego, czego szuka logorytmika.
Jak przygotować przestrzeń i grupę do logorytmiki bez muzyki
Sala, w której słychać oddech
W logorytmice bez muzyki sala naprawdę „gra”. Dobór miejsca i ustawienia dzieci ma ogromny wpływ na to, czy będzie słychać głos prowadzącego i wzajemne dźwięki ciał.
Najważniejsze zasady:
- mniej pogłosu – jeśli sala jest bardzo „głośna” (gołe ściany, kafelki), lepiej wybrać fragment z dywanem lub wykładziną; dźwięk klaskania i tupania nie odbija się aż tak mocno,
Ustawienie dzieci – koło, rząd, rozsypka
Gdy prowadzący wyłącza głośnik, nagle okazuje się, że ustawienie dzieci ma większe znaczenie niż zwykle. W jednej grupie pięciolatki świetnie trzymają rytm w kole, w innej dopiero rząd i jasna linia na podłodze pomagają im „nie odpłynąć”. Kilka prostych zmian potrafi zadecydować, czy da się pracować samym głosem.
- Koło – dobre do marszów, zabaw echo i wszystkiego, gdzie ważny jest kontakt wzrokowy. Dzieci widzą siebie nawzajem, łatwiej podglądają ruchy.
- Półkole – przydaje się wtedy, gdy grupa łatwo się rozprasza; wszyscy są przodem do prowadzącego, który stoi w „otwarciu” półkola.
- Rząd lub dwie linie – sprawdza się przy spokojniejszych ćwiczeniach mowy i oddechu; mniejsze zamieszanie, mniej bodźców z boku.
- Rozsypka na dywanie – dzieci siedzą w rozproszeniu, każde na swoim „miejscu” (np. kółko z taśmy). Dobre do zadań indywidualnych w ramach grupy, np. pojedyncze echo głosowe.
Jeśli grupa „pływa” i trudno ją utrzymać, pierwszym krokiem często nie jest nowa zabawa, tylko zmiana ustawienia. Samo przejście z luźnej rozsypki do koła z wyznaczonym miejscem co pół metra robi ogromną różnicę w odbiorze poleceń.
Umówione sygnały – jak zastąpić „start” i „stop” muzyki
Kiedy nie ma podkładu, nie da się po prostu włączyć i wyłączyć muzyki jako sygnału. Dzieci potrzebują jasnego „teraz zaczynamy” i równie jasnego „koniec, zatrzymaj ciało”.
Pomagają w tym stałe, zawsze tak samo używane sygnały:
- sygnał startu – np. klaśnięcie w określony wzór (klaśnij–klaśnij–tup), krótkie „Uwaga, start!” na jednym tonie,
- sygnał stopu – długie „stooop” z ręką w górze, trzy szybkie klaśnięcia, „zamrażamy ciało!” połączone z zatrzymaniem prowadzącego,
- sygnał zmiany ćwiczenia – inne brzmienie: pstrykanie dookoła koła, rytmiczne „hop-hop-hop” z podskokiem.
Po kilku spotkaniach dzieci reagują na te komendy automatycznie. Mniej trzeba tłumaczyć, więcej można robić. Taki system bardzo odciąża dzieci z trudnościami w rozumieniu długich instrukcji – wystarczy, że „czytają” jeden znany dźwięk i gest.
Reguły bezpieczeństwa i energii – kilka prostych zasad
Na jednych zajęciach trzyletni Staś najpierw biegł z całych sił, potem nagle się przewrócił i długo nie mógł wrócić do zabawy. Wystarczyło wprowadzić zasadę „bez biegania, tylko marsz” oraz jasne granice na dywanie, by kolejny cykl ćwiczeń przebiegł spokojnie.
Aby głos i ciało mogły dobrze „pracować”, przydają się 2–3 proste reguły:
- nie biegamy – tylko marsz lub trucht w umówionej przestrzeni,
- ręce i nogi trzymamy przy sobie – czyli nie popychamy innych, nie targamy za rękawy,
- stajemy, gdy słyszymy „stop” – nawet jeśli bardzo chce się dokończyć skok,
- każdy ma swoje miejsce – np. kółko z taśmy, kawałek dywanu, podkładkę.
Te proste ramy nie są po to, by „zdyscyplinować” grupę, ale by uwolnić energię tam, gdzie jej potrzebujemy: w oddechu, głosie, precyzyjnym ruchu, a nie w przepychankach i przypadkowym biegu.
Pomysł 1 – Marsz rytmiczny z prostą rymowanką
Po co marsz w logorytmice bez muzyki
Czteroletnia grupa wchodzi do sali, każdy w swoim tempie: ktoś biegnie, ktoś wlókł się za mamą. Po dwóch minutach wspólnego marszu po obwodzie dywanu oddechy zaczynają „łapać” ten sam rytm, a oczy mniej błądzą po ścianach. Marsz jest najprostszym narzędziem, by zsynchronizować grupę bez jednego dźwięku muzyki.
Równy krok pozwala:
- ustawić wspólny puls – to baza pod każde późniejsze ćwiczenie mowy,
- wyciszyć nadmiar energii – powtarzalny ruch działa jak kołysanka dla układu nerwowego,
- ułatwić orientację w przestrzeni – dziecko przestaje się zderzać z innymi, bo idzie za grupą.
Prosty scenariusz marszu rytmicznego
W praktyce wystarczy kilka minut i bardzo mało słów. Dzieci stoją w kole, każde ma przed sobą kawałek podłogi.
- Start bez słów – prowadzący pokazuje: „idziemy za mną”, zaczyna marsz w jednym kierunku, w równym tempie (np. głośno liczy w myślach „raz, dwa, raz, dwa”).
- Dodanie głosu prowadzącego – po chwili prowadzący zaczyna rytmicznie mówić: „raz, dwa, raz, dwa” na każdy krok albo tylko podkreśla akcent: „raz – dwa, raz – dwa”.
- Dzieci dołączają do liczenia – kiedy widać, że nogi idą równo, prowadzący zaprasza: „spróbujcie ze mną: raz, dwa, raz, dwa”.
- Zmiana kierunku – na sygnał „zmiana!” grupa obraca się i maszeruje w drugą stronę, wciąż w tym samym tempie.
Taki wstęp można prowadzić na samym liczeniu lub sylabach („ta – ta – ta – ta”). Gdy dzieci są już spokojniejsze i bardziej skupione, da się dołożyć rymowankę.
Dobór rymowanki – krótko, prosto, rytmicznie
Najlepiej sprawdzają się teksty, gdzie:
- jest dużo samogłosek i prostych spółgłosek (p, b, t, m),
- nie ma trudnych zbitek typu „strz”, „krz”,
- wers ma 4–6 sylab – łatwiej dopasować do kroków.
Przykład bardzo prostej rymowanki do marszu (2–4 lata):
Idą nogi raz i dwa,
maszeruje grupa ma.Można ją połączyć z krokami:
- „Idą no-gi raz i dwa” – cztery kroki,
- „ma-sze-ru-je gru-pa ma” – kolejne cztery kroki.
Dla starszych dzieci można użyć bardziej rozbudowanego tekstu, wciąż opartego na prostym rytmie:
Raz do przodu, raz do tyłu,
maszeruje krok po sznurku.
Raz szeroko, raz wąziutko,
idą nogi równiuteńko.Stopniowanie trudności w marszu
Gdy prosty marsz idzie już gładko, można go różnicować. Zmiany najlepiej wprowadzać pojedynczo.
- Zmiana tempa – „idziemy wolno jak żółwie” (wydłużone kroki, wolniejsza mowa), potem „idziemy szybciej jak mrówki”.
- Zmiana głośności głosu – marsz ten sam, ale rymowanka raz szeptem, raz głośniej.
- Akcent na co czwarty krok – „raz, dwa, trzy, HOP” (na „HOP” tupnięcie lub klaśnięcie).
- Zmiana ruchu nóg – np. dwa kroki zwykłe, dwa na palcach, przy zachowaniu rytmu rymowanki.
Najważniejsze, by nie zmieniać wszystkiego naraz. Najpierw inny ruch, potem inny głos. Marsz z rymowanką pozostaje wtedy ćwiczeniem, a nie testem przetrwania dla uwagi dziecka.

Pomysł 2 – Zabawy „echo” głosem i ruchem
Dlaczego echo tak dobrze „łapie” dzieci
Podczas jednej z sesji czterolatka, która zazwyczaj prawie nic nie mówiła na forum, nagle wyraźnie powtórzyła „pa–pa–pa” po prowadzącej. Zadziałało właśnie echo: zero presji na wymyślanie słów, tylko czyste naśladowanie.
Echo jest naturalną formą zabawy dla większości dzieci. Pozwala:
- ćwiczyć słuch fonemowy – dziecko uczy się „łapać” różnice między „pa–pa” a „ba–ba”,
- wzmacniać pamięć słuchową – im dłuższa sekwencja, tym więcej trzeba zapamiętać,
- przećwiczyć naśladowanie ruchu – ręce, nogi, mimika stają się częścią zadania.
Echo głosowe – od sylab do prostych rymowanek
Najpierw dobrze jest „oswoić” dzieci z ideą, że najpierw mówi dorosły, dopiero potem one. Prosty schemat:
- Prowadzący mówi: „najpierw ja, potem wy – jak echo w górach”.
- Mówi bardzo krótką sekwencję: „pa–pa”.
- Pokazuje gest ręką „do mnie – do was” i czeka, aż dzieci powtórzą.
- Stopniowo wydłuża sekwencje: „pa–pa–pa”, „pa–ta–pa”, „ma–ma–pa”.
Po kilku takich rundach można przejść do krótkich, rytmicznych minirymowanek, np.:
Hop, hop – tup, tupDorosły mówi: „Hop, hop – tup, tup”, dzieci powtarzają. Tekst jest jeszcze bardzo prosty, więc można łatwo dodać ruch.
Echo ruchowe – ciało powtarza jak lustrzane odbicie
W tej wersji nic nie trzeba mówić, wystarczy, że prowadzący stoi naprzeciwko dzieci.
- Prowadzący wykonuje jeden prosty ruch – np. klaśnięcie w dłonie.
- Dzieci patrzą i po chwili powtarzają.
- Kolejno pojawiają się: tupnięcie, dotknięcie głowy, ręce w górę, ręce na kolanach, skłon.
Kiedy podstawowe gesty są jasne, można połączyć ruch z dźwiękiem: prowadzący klaszcze i mówi „pa”, dzieci powtarzają dokładnie to samo. Im bardziej przejrzyste i powtarzalne ruchy, tym łatwiej dzieciom „złapać” rytm.
Echo głos + ruch – łączenie kanałów
Najbardziej rozwijającą wersją jest echo, w którym trzeba powtórzyć jednocześnie sekwencję ruchów i dźwięków. Dla młodszych dzieci wystarczą dwuelementowe kombinacje, np.:
- klaśnięcie + „pa”, tupnięcie + „bum”,
- ręce na kolanach + „ta”, ręce nad głową + „la”.
Prowadzący pokazuje: klaśnięcie „pa”, tupnięcie „bum” – dzieci powtarzają. Potem zmienia kolejność, np. tupnięcie „bum”, klaśnięcie „pa”. Starsze dzieci mogą dostać trzyelementowe sekwencje.
Przy takiej zabawie ogromnie widać, kto trzyma rytm, a kto „rozjeżdża się” z tempem. Daje to prowadzącemu jasny sygnał, czy od razu sięgać po tekst, czy zostać przy prostych sylabach.
Odmiany echa dla różnych temperamentów
W zależności od grupy można echo mocniej pobudzać lub uspokajać.
- Dla grup bardzo energicznych – spokojne echo siedzące: dzieci siedzą po turecku, sekwencje to klepanie w uda, lekkie klaśnięcia, ciche sylaby „ta–ta–ta”.
- Dla grup ospałych – echo w pozycji stojącej, z wysokimi rękami, przysiadami, rytmicznym „hop, hop, hop”.
- Dla dzieci nieśmiałych – najpierw echo w małych podsieciach: prowadzący i dwoje dzieci, reszta obserwuje; dopiero potem cała grupa.
Prowadzący może także „podawać pałeczkę”: któreś z dzieci wymyśla własne echo, a reszta powtarza. To bardzo wzmacnia poczucie sprawczości, ale wprowadza się tę wersję dopiero wtedy, gdy dzieci dobrze rozumieją regułę zabawy.
Pomysł 3 – Rymowane sekwencje ruchów całego ciała
Jak połączyć rym, rytm i duży ruch
Na jednym z cykli zajęć prowadząca zauważyła, że gdy tylko dodawała ruch całego ciała do rymowanki, dzieci nagle pamiętały ją dużo szybciej. Okazało się, że ruch „niesie” tekst – ciało podpowiada, która sylaba jest następna.
Rymowane sekwencje całego ciała pomagają:
- kojarzyć słowa z ruchem – co wspiera pamięć i koncentrację,
- angażować duże grupy mięśni – co jest idealne przy dzieciach „wiercących się”,
Układanie „łańcuszków ruchów” krok po kroku
Podczas zajęć z pięciolatkami prowadząca zaproponowała: „zrobimy taniec robota do rymowanki”. Dzieci zaczęły od jednego ruchu, a po kilku minutach miały cały „układ”, który recytowały z pamięci. Zadziałała prosta zasada dokładania klocków – nic nie było od razu skomplikowane.
Najbezpieczniej jest startować od bardzo krótkiego „łańcuszka” – dwóch ruchów zszytych rymem. Przykładowy schemat dla dzieci 3–4 lata:
- ruch 1: klaśnięcie nad głową,
- ruch 2: kucnięcie i dotknięcie podłogi.
Do tego prosty tekst:
Klaszczę – hop,
w dół robię skok.Dzieci najpierw wykonują ruchy bez tekstu, dopiero potem dokładany jest rym – w rytmie dwóch „uderzeń”: ręce w górę „klaszczę – hop”, dół „w dół robię skok”. Dopiero gdy ta mini sekwencja staje się automatyczna, dokładany jest trzeci element, np. obrót.
Przy starszych dzieciach (5–7 lat) sekwencja może mieć 4–6 ruchów, ale wciąż układana jest warstwowo. Zasada: nowy ruch pojawia się dopiero wtedy, gdy poprzedni „wchodzi w ciało” i nie wymaga już intensywnego myślenia.
Jak budować własne rymowane sekwencje
Czasem prowadzący szuka „idealnej” gotowej rymowanki, a wystarczy kilka prostych słów dopasowanych do ruchu. Dobrze jest oprzeć się na codziennych czynnościach, które dzieci znają.
Przykładowy schemat tworzenia sekwencji:
- Wybierz 3–4 proste ruchy całego ciała (np. ręce w górę, skłon, tupnięcie, obrót).
- Do każdego ruchu dopisz krótkie słowo lub dwusylabowy okrzyk („góra”, „dół”, „tup-tup”, „wi-ruu”).
- Ułóż z tego krótką rymowankę, nie dbając na początku o „piękno” tekstu – ważniejszy jest rytm.
Przykład sekwencji z codziennych ruchów:
Ręce w górę – słońce świeci,
ręce w dół – idą dzieci.
Raz do przodu, raz do tyłu,
nogi mają dużo siły.Ruch idzie tu w parze z tekstem:
- „Ręce w górę – słońce świeci” – dzieci unoszą ręce wysoko, patrzą w górę,
- „ręce w dół – idą dzieci” – opuszczają ręce i wykonują dwa kroki w miejscu,
- „Raz do przodu, raz do tyłu” – krok do przodu, krok do tyłu,
- „nogi mają dużo siły” – mocne tupnięcie obiema nogami.
Po kilku powtórzeniach większość grup zaczyna recytować niemal z pamięci. Rym „przykleja się” do ruchu, a ruch do rymu.
Dostosowanie sekwencji do możliwości dzieci
Podczas jednej z grup przedszkolnych okazało się, że zbyt szybki obrót wywołuje śmiech i chaos. Gdy został zamieniony na wolny zwrot w miejscu, cała sekwencja „uspokoiła się”, a dzieci znów zaczęły ją wykonywać w rytmie.
Przy dostosowywaniu sekwencji pomocne są trzy pytania:
- czy dziecko zdąży wykonać ruch w tempie rymowanki?
- czy ruch nie jest zbyt złożony (np. obrót z podskokiem dla trzylatka)?
- czy dziecko jest w stanie skoordynować oddech, głos i ruch jednocześnie?
Jeśli odpowiedź na którekolwiek pytanie brzmi „nie”, wystarczy:
- spowolnić tempo mówienia,
- rozbić ruch na prostsze części (zamiast „obrót + przysiad” – najpierw sam obrót),
- dać dzieciom kilka rund „na cicho” – z samym ruchem, bez głosu.
Gdy ciało czuje się pewnie, dopiero wtedy dokładany jest głośny tekst. W odwrotnej kolejności dzieci często „gubią” i słowa, i ruch.
Zmiany dynamiki w rymowanych sekwencjach
Na zajęciach z sześciolatkami prowadząca zastosowała jeden prosty trik: ta sama sekwencja ruchów była raz „jak słoń” (wolno i ciężko), a raz „jak myszka” (lekko i cicho). Dokładnie te same słowa nagle zabrzmiały zupełnie inaczej.
Wprowadzenie dynamiki ożywia znaną już sekwencję i nie wymaga nowych tekstów. Można manipulować trzema elementami:
- głośnością – szept vs głos normalny vs „głos lwa”,
- tempem – bardzo wolno, średnio, szybciej,
- siłą ruchu – ruch „jak piórko” vs „jak młotek”.
Przykład: do sekwencji „Ręce w górę – słońce świeci…” dodawane są polecenia:
- „Teraz robimy to cichutko jak kotek na palcach” – dzieci automatycznie łagodzą ruch i głos,
- „Teraz jak wielki niedźwiedź” – ruch staje się cięższy, głos niższy i głośniejszy.
Z perspektywy terapii mowy to także świetne ćwiczenie modulacji głosu oraz kontroli siły i zakresu ruchu.
Sekwencje w parach i małych grupach
Podczas jednych zajęć dziewczynka, która zwykle stała z boku, dostała „zadanie” ułożenia ruchu do wersu „nogi mają dużo siły” w parze z kolegą. Gdy zobaczyła, że jej pomysł wszyscy powtarzają, zaczęła sama proponować kolejne wersy.
Rymowane sekwencje świetnie działają nie tylko w ustawieniu „dorosły – grupa”, ale też w małych konfiguracjach:
- pary – dzieci ustawiają się naprzeciwko siebie, każde „niesie” swoją część ruchu,
- trójki – jedno dziecko mówi, drugie pokazuje ruch, trzecie naśladuje; po krótkiej rundzie następuje zmiana ról.
Taka forma rozwija nie tylko mowę i rytm, lecz także uważność na drugą osobę: dziecko musi patrzeć i słuchać, żeby wykonać sekwencję we właściwym momencie.
Pomysł 4 – Rytmiczne zabawy z oddechem i pauzą
Gdy grupa „pędzi” za szybko
Na jednej z sal prowadząca zauważyła, że dzieci świetnie podskakują i krzyczą rymowanki, ale po dwóch minutach ich oddech był zupełnie rozregulowany. Po wprowadzeniu prostych zabaw z zatrzymaniem i wydechem cała grupa zaczęła mówić wyraźniej i bez zadyszki.
Logorytmika bez muzyki to także praca z oddechem jako „wewnętrznym metronomem”. Proste zadania pomagają dzieciom poczuć, że między ruchem, mówieniem a oddechem istnieje zależność.
Proste wzory oddechowe z ruchem
Na początek przydają się bardzo czytelne schematy: wdech nosem, wydech ustami z dźwiękiem. Całość wspiera gest ciała.
Przykład dla dzieci 3–5 lat:
- dzieci stoją w lekkim rozkroku,
- na wdechu unoszą ręce bokiem w górę,
- na wydechu opuszczają ręce, mówiąc długie „ssss”.
Gdy ten schemat jest jasny, można dołożyć rytmiczny tekst, np.:
Wdech – ręce w górę,
wydech – jak chmurę
dmucham: sssss…Dorosły prowadzi tempem: najpierw głośno informuje „wdech”, „wydech”, potem jedynie pokazuje ruch, a dzieci same dopasowują dźwięk wydechu.
Zabawy z pauzą – zatrzymaj się jak posąg
Podczas ćwiczeń z ruchliwą grupą czterolatków największą zmianę przyniosło wprowadzenie zabawy „posąg”: na określony sygnał dzieci musiały zatrzymać ruch i oddech na mikrosekundę, a potem zrobić cichy wydech. Śmiechu było sporo, ale stopniowo pojawiło się też większe wyczucie zatrzymania.
Pauza w logorytmice to moment, w którym nic się nie dzieje na zewnątrz, ale dziecko uczy się hamowania impulsu. Prosty schemat:
- Dzieci maszerują po sali, mówiąc rytmiczne „ta–ta–ta–ta”.
- Na hasło „STOP!” zatrzymują się w dowolnej pozycji, z ustami lekko zamkniętymi.
- Po sekundzie prowadzący mówi „wydech” – dzieci cicho wypuszczają powietrze na „ffff”.
- Znowu marsz i „ta–ta–ta–ta”.
Stopniowo słowne hasło „STOP” można zastąpić gestem lub krótkim dźwiękiem (klaśnięcie), co jeszcze mocniej aktywizuje uwagę słuchową.
Rymowane pauzy – cisza też ma swój rytm
Na zajęciach z pięciolatkami bardzo dobrze sprawdza się rymowanka, w której pauza jest „ukryta” w tekście. Dzieci szybko orientują się, w którym miejscu mają zamilknąć i zastygnąć.
Przykład:
Idzie kotek – tup, tup, tup,
idzie cicho… <pauza> …zrobił skok!Przebieg zabawy:
- „Idzie kotek – tup, tup, tup” – dzieci idą i rytmicznie tupią,
- „idzie cicho…” – zwalniają, mniejsza głośność głosu,
- <pauza> – dzień po dniu dzieci uczą się tu zatrzymywać ciało i oddech,
- „…zrobił skok!” – wszyscy podskakują, wypuszczając powietrze.
Pauza może być na początku bardzo krótka (ułamek sekundy), a z czasem lekko wydłużana. Dla dzieci to sygnał, że cisza też jest elementem zabawy, nie „karą”.
Pomysł 5 – Mówione „perkusje ciała” (body percussion)
Gdy podłoga i ciało stają się bębnem
Na jednych zajęciach prowadząca zgasiła muzykę z głośnika i powiedziała: „Dziś bębnem jesteśmy my”. Po minucie cała grupa trzaskała palcami, tupała i klepała dłonie o uda, a w tle płynęły proste sylaby. Nagle okazało się, że akompaniament jest w sali, nie w sprzęcie.
Perkusja ciała pozwala ćwiczyć rytm bez instrumentów, a jednocześnie mocno angażuje zmysł czucia głębokiego. Uderzenie w uda, tupnięcie czy klaśnięcie dają wyraźny sygnał sensoryczny, który pomaga utrzymać uwagę.
Podstawowe „dźwięki” ciała
Na początek wystarczy kilka prostych punktów „uderzeń”:
- klaśnięcie w dłonie,
- klepnięcie w uda,
- tupnięcie jedną lub dwiema nogami,
- delikatne klepnięcie w klatkę piersiową,
- przejechanie dłońmi po ramionach (szelest).
Każdemu z tych dźwięków można przypisać sylabę lub słowo. Na przykład:
- klaśnięcie – „pa”,
- uda – „tum”,
- tupnięcie – „bum”,
- klatka piersiowa – „dum”.
Następnie prowadzący układa proste „wzorki”, np. klaśnięcie–uda–tupnięcie z towarzyszącymi sylabami: „pa–tum–bum”.
Proste rytmy mówione i wyklaskiwane
Przy pierwszym kontakcie z body percussion pomaga jasna, powtarzalna struktura. Dobry wstęp:
- Prowadzący mówi rytmicznie: „pa–pa–pa–pa” i klaszcze cztery razy.
- Dzieci dołączają po 2–3 powtórzeniach.
- Kolejny wzór: „tum–tum – pa–pa” – klepnięcie w uda, klepnięcie w uda, dwa klaśnięcia.
- Na końcu prosty „mix”: „pa–tum–pa–tum”.
Gdy dzieci czują się pewnie, można podpiąć króciutką rymowankę:
Pa – tum – pa – tum,
idzie rytm po domu.
Pa – tum – pa – bum,
stukam: bum, bum, bum.Do każdego słowa przypisany jest ruch ciała, dzięki czemu dziecko może „czytać” rymowankę poprzez ruch.
Gra „kto pamięta rytm?”
Podczas spotkania z sześciolatkami prowadząca wprowadziła zabawę: „Posłuchajcie mojej piosenki dłoni”. Zaczęła klaskać i tupać w krótkiej sekwencji, a zadaniem dzieci było powtórzenie jej po chwili ciszy. Radość wybuchała, gdy „udało się za pierwszym razem”.
Prosty scenariusz:
- Prowadzący pokazuje wzór, np. klaśnięcie – uda – uda – klaśnięcie.
- Nie mówi przy tym żadnych słów, tylko rytmicznie liczy w myślach.
Najczęściej zadawane pytania (FAQ)
Czy logorytmika bez muzyki z głośnika ma sens terapeutyczny?
Dzieci często pytają: „A gdzie piosenka?”, kiedy nie włączamy głośnika. Po kilku minutach marszu, klaskania i prostych sylab zazwyczaj okazuje się, że są bardziej skupione niż przy głośnym podkładzie. Logorytmika bez muzyki nie jest „uboższą wersją”, tylko innym sposobem pracy – opartym na głosie dorosłego i rytmie ciała.
Bez tła z nagrania łatwiej usłyszeć każde „mmm”, każde potknięcie w rytmie, zauważyć, czy dziecko rzeczywiście powtarza, czy tylko macha ręką. Taka forma szczególnie dobrze wspiera rytm mowy, regulację emocji i koncentrację, bo tempo i głośność są w pełni w rękach prowadzącego.
Jak prowadzić logorytmikę tylko głosem i ciałem w przedszkolu?
Czasem w sali nagle „pada” sprzęt, a grupa już stoi w kole. Zamiast szukać przedłużacza, można szybko przełączyć się na prosty schemat: krok, klaśnięcie, tupnięcie plus krótkie sylaby lub onomatopeje. Dzieci wchodzą w zabawę błyskawicznie, jeśli widzą, że dorosły jest pewny i powtarza ten sam wzór kilka razy.
Praktycznie wygląda to tak: najpierw sam marsz w kole (stały puls), potem dokładamy np. klaśnięcie co cztery kroki i słowo „hop” na sygnał. Następnie można dołączyć proste sylaby: „pa–pa–pa–pa” w marszu, „bum” przy tupnięciu. Krótkie, powtarzalne sekwencje są ważniejsze niż wymyślne układy.
Dla jakich dzieci logorytmika bez muzyki jest szczególnie polecana?
W jednej grupie często widać kontrast: jedne dzieci podkręca głośna piosenka, inne zasłaniają uszy albo się wycofują. Właśnie te drugie zwykle korzystają najbardziej, gdy wyłączymy głośnik i zostawimy tylko głos oraz ciało.
Taka forma jest szczególnie przyjazna dla:
- dzieci z nadwrażliwością słuchową – mniej nagłych, ostrych dźwięków, więcej przewidywalności,
- maluchów 2–3-letnich – dla nich kluczowe są prosty ruch i kontakt z dorosłym,
- dzieci z opóźnionym rozwojem mowy – łatwiej modelować tempo, intonację i głośność,
- dzieci nieśmiałych, wycofanych – brak „pędzącej” muzyki ułatwia dołączanie w swoim tempie,
- małych grup i zajęć indywidualnych – relacja 1:1 lub 1:4 wystarcza, by „ponieść” rytm.
Jakie konkretne ćwiczenia logorytmiczne można robić bez muzyki?
Najprostsze zabawy często działają najlepiej. Wystarczy kilka „naturalnych instrumentów”: krok, klaśnięcie, tupnięcie, uderzenie w uda czy delikatne uderzenie w klatkę piersiową. Do tego dokładamy sylaby typu „pa–pa”, „ta–ta–ta”, „bam–bam” albo onomatopeje: „bum”, „tik-tak”, „hop”, „szuu”.
Przykładowe ćwiczenia:
- marsz w kole w stałym tempie z liczeniem „raz–dwa–raz–dwa”,
- sekwencja „klaśnij–tupnij–klaśnij–tupnij” powtarzana jak refren,
- zabawa echo: dorosły rytmizuje „pa–pa–bum”, dzieci odpowiadają tym samym układem ruch–głos,
- wdech nosem + wydech z „sss” przy jednoczesnym delikatnym uderzaniu w klatkę piersiową lub uda.
Kluczem jest powtarzalność i czytelny związek: jeden ruch = jeden dźwięk.
Czy logorytmika bez muzyki nadaje się do pracy indywidualnej w gabinecie?
W małym gabinecie głośnik szybko zaczyna „rządzić” przestrzenią, a dziecko może się chować za dźwiękiem. Gdy zostaje tylko głos terapeuty i rytm ciała, relacja staje się wyraźniejsza, łatwiej też dostosować tempo do konkretnego dziecka – przyspieszyć, zwolnić, zrobić przerwę dokładnie wtedy, gdy trzeba.
Na zajęciach indywidualnych świetnie sprawdzają się krótkie sekwencje: wspólny marsz po pokoju, rytmiczne uderzanie w kolana z prostymi sylabami, zabawy „pytanie–odpowiedź” głosem („pa–pa?” – „pa–pa!”) połączone z gestem. Dla dzieci z opóźnionym rozwojem mowy to często bezpieczny pomost między samym ruchem a pełnymi słowami.
Czy potrzebuję specjalnych rekwizytów do logorytmiki bez muzyki?
Wielu prowadzących na początku czuje się „nago” bez sprzętu i kolorowych gadżetów. Po kilku tygodniach ćwiczeń z samym głosem i ciałem zwykle mówią, że dopiero teraz widzą, co tak naprawdę dziecku pomaga, a co tylko odwraca uwagę. Podstawą są ciało (kroki, klaśnięcia, tupnięcia) i głos (sylaby, szumy, zawołania).
Dodatkowe rekwizyty mogą być miłym urozmaiceniem, ale nie są konieczne. Jeśli już z nich korzystać, niech wzmacniają, a nie przykrywają sens ćwiczenia – np. prosta chusta do zaznaczania rytmu w marszu zamiast głośnego, migającego gadżetu, który „kradnie” skupienie.







Ciekawy artykuł, który pokazuje, że do logorytmiki nie zawsze potrzebna jest muzyka. Pomysły na zabawy wykorzystujące tylko głos i ciało są kreatywne i angażujące dla dzieci, co z pewnością pozwoli im rozwijać umiejętności rytmiczne i muzyczne. Jednakże brakuje mi w artykule bardziej szczegółowych opisów poszczególnych ćwiczeń oraz sugestii dotyczących wieku, dla którego są one odpowiednie. Wprowadzenie tych informacji ułatwiłoby rodzicom i nauczycielom lepsze dostosowanie zabaw do wieku i umiejętności dzieci. Warto jednak podkreślić, że artykuł stanowi inspirację do eksperymentowania z logorytmiką w nietypowy sposób!
Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.